16395803_1339451069448321_1329099186_n

„W stand-upie nie istnieją tematy tabu” – wywiad z Wiolką Walaszczyk

Niepoprawna optymistka pochodząca z gdańskiej Zaspy. Wiolka Walaszczyk to jedna z nielicznych  przedstawicielek kobiecego stand-upu w Polsce. 29 stycznia wystąpiła w koszalińskim klubie „Kawałek Podłogi”. Rozmowę z nią przeprowadziła reporterka Radia Jantar – Marlena Chmielowiec.

 

Oglądając Twoje występy, zauważyłam, że często wspominasz o członkach swojej rodziny. Co na to (tata) Aligator Bogdan? Nie ma z tym żadnego problemu?

– Myślę, że miał na początku problem. Nie spodziewał się, że będę o nim mówiła, tym bardziej, że przeszło to do mediów – internetu i telewizji. Zbyt dosłownie odbiera to wszystko. Przejmował się, że ludzie będą go brali za alkoholika, ale już mu wszystko wytłumaczyłam. Poprosił mnie, żebym za dużo o nim nie wspominała. Ja uważam, że wspominanie o rodzinie… umówmy się – sprawy rodzinne to jest komedia. U każdego w domu dzieją się naprawdę różne, dziwne rzeczy. Poruszanie tych tematów przychodzi mi bardzo naturalnie.

Stand up w Polsce dopiero się rozwija. Czy bycie komikiem to trudny zawód?

– Zależy pod jakim względem.  Może to dobrze, że jest to właśnie początek drogi stand-upowej w Polsce. Wiadomo, że przez to, że kultura stand-upu nie była u nas rozwinięta, bardziej kabaretowa, to trzeba przyzwyczaić publiczność do ostrzejszego rodzaju żartu. Czy jest to twardy orzech do zgryzienia? Zależy kto, co lubi. Jeżeli lubisz być na scenie, nie boisz się ludzi, nie boisz się do nich mówić –  jest okej. Tak jest ze wszystkim.

Czy stand-upu w ogóle można się nauczyć, czy trzeba mieć w sobie po prostu  „to coś”?

– To jest pytanie, na które chyba nie znam odpowiedzi. Z jednej strony do wszystkiego można dojść ciężką pracą, nawet jeżeli na początku ci się nie udaje. Żart i bycie na scenie można sobie wypracować. Wiadomo, lepiej jest jak masz w sobie „to coś”, osobowość. Wydaje mi się, że każdy kto chce spróbować stand-upu i ma na to ochotę, to ciężką pracą oczywiście to sobie wypracuje.

Jak wyglądały Twoje początki, Twoje pierwsze kroki stawiane z stronę stand-upu?

– To były open mic (rodzaj przedstawienia, występu na żywo, w którym może brać udział ktokolwiek z publiczności) w Gdańsku. Wychodziłam i występowałam przez okres 3-4 minut. Przypominałam sobie jakieś śmieszne historie, które przydarzyły mi się w życiu i o nich opowiadałam. Nie wiedziałam czy to się sprawdzi, nie wiedziałam co może rozśmieszyć ludzi.

Jakbyś miała wybrać jeden przełomowy moment, w którym pomyślałaś sobie, że  jesteś z siebie naprawdę dumna, co by to było.

– Pierwszy open mic, zdecydowanie. Kiedy wyszłam, byłam bardzo zestresowana. Były pierwsze reakcje. Wtedy pomyślałam sobie – WOW, to jest coś nowego, tego jeszcze nie próbowałam, chcę to kontynuować.

Wystąpiłaś w programie Kuby Wojewódzkiego. Czy ciężko jest dostać tam swoje przysłowiowe 5 minut?

– Czy ciężko? Nie wiem. Zostałam zaproszona do programu przez pośredników. Nie było żadnych zgłoszeń.

Wahałaś się, czy od razu powiedziałaś „tak”?

– Wahałam się przez chwilę, ale tylko w mojej głowie. Od razu odruchowo powiedziałam „tak”.

Muszę zapytać o kobiety w stand upie.  Dlaczego jest i tak mało? Kiedy myślę o kobiecym stand-upie w głowie pojawiają mi się tylko dwa nazwiska – Katarzyna Piasecka i Wiolka Walaszczyk.

– Nie wiem, nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Generalnie stand-up jest formą trochę brutalną, ale myślę, że można też robić stand-up, który jest całkowicie spokojny. Może kobiety boją się wyjść, albo nie czują takiej wewnętrznej potrzeby.

Niektórzy mówią, że kobietom nie wypada. 

– To jest bzdura. Wszyscy jesteśmy ludźmi. To jest jakieś średniowieczne myślenie.

Gdybyś miała scharakteryzować polską publiczność… Uważasz, że Polacy są gotowi na żarty dotyczące tematów tabu? Czy w stand-upie istnieją w ogóle tematy tabu? 

– W stand-upie nie istnieją tematy tabu, a Polacy są gotowi. Stand-up cieszy się coraz większą popularnością. Wydaje mi się, że polska publiczność jak najbardziej kupuje to, co dzieje się teraz w stand-upie. Uczy się tego i idzie z nami, z nami stand-uperami.

Czy są jakieś tematy, na które Polacy nie są jeszcze gotowi? 

– To zależy od jednostki. Tyle tematów zostało już poruszonych przez stand-uperów, więc chyba nie. Wiadomo, że wszystkie tematy kościelne, aborcyjne, polityka… Nie, jednak nie. Polska publiczność potrafi się bawić, jest wyluzowana.

Komicy inspiracje czerpią najczęściej z życia i po Twoich występach można dojść do takiego wniosku. Inspirujesz się innymi polskimi komikami? 

– Na pewno jest to Abelard Giza. Według mnie jest najlepszym polskim stand-uperem, ze względu na lekkość podawania naprawdę ciężkich tematów. Cięty żart i cięta riposta Kacpra Rucińskiego, improwizacja i kontakt z publicznością Katarzyny Piaseckiej, świetna improwizacja z widzami Michała Leji – tak naprawdę podczas każdego występu czegoś się od nich uczę.  U każdego znajdzie się coś, czego człowiek jest się w stanie nauczyć i wyciągnąć wnioski.

Występy wiążą się z częstymi wyjazdami. Ile czasu spędzasz w trasie. Lubisz takie życie?

– Teraz nie. Mam okres, w którym tych występów jest mniej. Wiąże się to z wyjazdami, ale ja to bardzo lubię. Przyzwyczaiłam się do życia w pociągu, w trasie.

Odwiedzasz wiele miast. Można zauważyć odrębność w poczuciu humoru w poszczególnych miastach?

– Oczywiście. Im więcej jest stand-upu w jakimś mieście, to wiadomo – publiczność ma większe porównanie, jest bardziej wymagająca. W miejscowościach, w których pierwszy raz odbywa się impreza stand-upowa, jest entuzjazm, zaskoczenie.

Ostatnie pytanie. Jakie masz zawodowe plany na rok 2017.

– Grać, pisać nowy materiał, obserwować ludzi, uczyć się. Moje plany są bardzo ogólne.

I tego Ci życzę. Dziękuję bardzo za rozmowę.